Ewa Dados


Ewa Dados

Pomysłodawca
Pełnomocnik Akcji
Kawaler Orderu Uśmiechu

E.Dados.jpeg

Adresy e-mail:
biuro@pdpz.pl
akcja@radio.lublin.pl


Wybrane fragmenty wywiadu pt. "Zima czasami przychodzi za wcześnie".
Z Ewą Dados rozmawia Agata Koss.


-Agata Koss - Kiedy zrodził się pomysł akcji?
-Ewa Dados - W październiku 1993 roku. Należy chyba zacząć od programów dziecięcych, które przygotowuję, czyli dobranocek Jasiek. Jest to program, w którym dzieci nie tylko bawią się, rozwiązują krzyżówki, śpiewają; to nie tylko program służący popularyzacji jakiejś twórczości czy propozycji zabaw dla dzieci, choć z pozoru to usypianka. Bowiem z czasem w programie pojawiły się tak zwane nasze pytania. Najpierw były to pytania, na które odpowiadał psycholog, na przykład co robić, żeby się uczyć, albo co robić, kiedy ma się problem z przyjacielem, kiedy nie ma się przyjaciela.
Częstymi gośćmi naszego programu były i są oczywiście w dalszym ciągu dzieci z domów dziecka. One opowiadały, jak ważne jest, żeby zabezpieczyć zapasy na zimę. A pewnego dnia pani dyrektor Domu Dziecka przy ul. Pogodnej przyszła do programu dla dorosłych z wielkim kłopotem; by powiedzieć, że zwyczajnie kończą się już fundusze na pożywienie dla dzieciaków. To było wczesną jesienią 1993 roku. Wówczas na antenie padł apel do rolników i innych ludzi, którzy mieli sady i ogrody, by ludzie ci przyjmowali starsze dzieci, które same wyraziły chęć zbierania owoców i warzyw w zamian właśnie za te owoce i warzywa.

- Agata Koss - Ale czy był jakiś bezpośredni bodziec?
- Ewa Dados - Tak. Kiedyś do Jaśka przyszli specyficzni goście. Były to dzieci ze Starego Miasta. Przyszły, by opowiedzieć o wyjeździe do ekologicznego domku pani Ewy Łuszczuk w Dąbrówce, który to wyjazd zorganizował dzieciom Klub Przedsiębiorczości Kobiet. Dzieci opowiadały o spędzonych tam dwóch dniach, ale opowiadały w zupełnie inny sposób niż robią to nasze rozpieszczone mieszczuchy, którym wiedzie się świetnie, które każdego roku wyjeżdżają w góry albo nad morze. Po audycji zaprosiłam dzieci na drożdżówki. Te ciastka zniknęły w jednej chwili. Dzieci zwyczajnie były głodne. Chciałam z nimi porozmawiać o różnych problemach i tak zaczął się mój bliższy kontakt z tymi dziećmi, po prostu zaprzyjaźniliśmy się. Zwłaszcza z jednym z chłopców, Przemkiem. Przemek odwiedzał mnie bardzo regularnie i coraz to przyprowadzał do studia kolejną siostrę lub kolejnego brata, z tych, które już chodziły i mówiły. Potem zaczął przyprowadzać koleżanki i kolegów ze Starówki. I pewnego dnia w czasie jednej z rozmów, wystąpiłam z propozycją pożyczenia Przemkowi jakiejś drobnej sumy pieniędzy. Widziałam, że to dziecko wciąż jest głodne. Chłopiec odmówił, ale przy okazji poprosił, abym pomogła znaleźć dla niego pracę.

- Agata Koss - Ile lat miał wtedy Przemek?
- Ewa Dados - Przemek miał wtedy dziesięć lat. Ujęła mnie jego dojrzałość i duma. Przecież tak często spotykamy na ulicy dzieci, które proszą o pieniądze. Przemek pozostawił mi swój adres. Spakowałam kilka ubranek po moich dzieciach i pojechaliśmy do jego domu z redaktor Bogumiłą Nowicką i Wojciechem Kanadysem. Zabraliśmy ze sobą trochę pączków, słodyczy. I wtedy zobaczyliśmy, jak wygląda prawdziwa bieda, jak wyglądają głodne, małe dzieci. Po wizycie w tym domu pierwsze kroki skierowaliśmy do gabinetu redaktora naczelnego Radia Lublin, Janusza Winiarskiego. Nie bardzo pamiętam, co wtedy proponowaliśmy redaktorowi naczelnemu, chyba założenie jakiejś fundacji, która mogłaby pomóc tym dzieciom. I wtedy redaktor Winiarski powiedział, że po prostu oddaje mi antenę i mogę na antenie o tych problemach mówić.

- Agata Koss - Ale na tej antenie trzeba było coś zaproponować...
- Ewa Dados - Akurat w tym 1993 roku zaprosiliśmy do współpracy Państwowy Komitet Pomocy Społecznej, w osobie pana prezesa Andrzeja Pogorzałki. Dołączyła do nas Agnieszka Dybek z Gazety Wyborczej. Powstał pierwszy artykuł. I jakoś tam w bólu zrodził się tytuł POMÓZ DZIECIOM PRZETRWAĆ ZIMĘ, choć nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że będzie to nazwa dla całej wielkiej akcji. Powoli to nasze antenowe gadanie przybierało postać akcji. I wtedy pojawił się warunek, przy którym obstajemy wszyscy: w tej akcji nie ma mowy o żadnych pieniądzach. Dzieci pochodzą z różnych rodzin, także patologicznych, gdzie jest alkohol a dzieci zdane są często same na siebie. Pieniądze mogłyby być przeznaczone na zupełnie inny cel. Najprościej dać coś konkretnego, czyli pożywienie lub odzież. Pomyśleliśmy, że przed świętami Bożego Narodzenia moglibyśmy zebrać pożywienie właśnie i odzież, i obdarować nimi konkretne rodziny, o których wiedzieliśmy właśnie z naszej antenowej akcji, że potrzebują pomocy.

- Agata Koss - Jak powstał symbol?
- Ewa Dados - Plakietka, czyli symbol akcji urodził się bardzo spontanicznie. Gdy w 1993 roku samochody wyjechały na miasto - miały duże napisy "Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę", ale potrzebny był znaczek, który moglibyśmy dawać na pamiątkę. I wtedy wymyśliłam słoneczko. Słoneczko, bo ono kojarzy się z promiennym uśmiechem dziecka, a o takie właśnie nam chodzi. Te szóstki w miejscach oczu, to oceny celujące, najlepsze oceny w szkole i usta składają się do uśmiechu. W końcu napis "Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę" ma symbolizować rozwichrzoną czuprynę, w której może zrodzić się tysiąc pomysłów.